FASHION REVOLUTION X SLOW FASHION X JA

sierpnia 14, 2018


Fashion Revolution w mojej szafie i życiu. 
Przełomem był wykład "Who made my clothes" zorganizowany przez Fu-ku, na którym byłam dwa miesiące temu.
Występowała tam przedstawicielka polskiego Fashion Revolution i założycielki Biblioteki ubrań. Kulminacyjnym momentem było wyświetlenie filmu o produkcji ubrań przez Chiny, Indie, Bangladesz itp. Niskie koszty produkcji, małe zarobki pracowników i totalne łamanie przepisów BHP. Każdy z nas o tym wie, ale dopóki nie zobaczyłam tego "na własne oczy" nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Wróciłam do domu, wciąż będąc w wielkim szoku i zaczęłam pierwszy przegląd mojej garderoby.
Przejrzałam wszystkie metki na ubraniach i mnie zamurowało - 3/4 moich ubrań było uszyte właśnie w tych krajach. Co najdziwniejsze, marki, które mogłabym nazwać luksusowymi (co równa się z wysoką ceną produktu) również korzystają z najtańszej siły roboczej. Skąd więc ta cena? Płacimy tylko za logo. 

Tak zapełniłam pierwszy wieszak z ubraniami do sprzedania. Czemu ich nie oddałam albo nie wyrzuciłam? Po pierwsze z czystych powodów ekonomicznych, dużo wydaje na ubrania i bardzo dobrze o nie dbam, a wyrzucenie ubrań powodowałby kolejne zanieczyszczenie planety. 



Kolejną inicjatywą Fashion Revolution jest wtórne użycie naszych ubrań - jeżeli ja już w tym nie chodzę może zrobi to ktoś inny.
Po pierwszej czystce w mojej garderobie czułam, że wciąż tych ubrań jest za dużo, a w miedzy czasie trafiła do mnie książka pod tytułem "Slow Fashion". Autorka bardzo celnie opisuje szafę, każdej z nas - miliony ubrań, a my wciąż nie mamy w czym chodzić. Nadeszła więc chwila, w której musiałam przymierzyć wszystkie moje rzeczy. Sprawdzałam czy na mnie pasują, jak się w nich czuję i jak często w nich chodzę. Okazało się że moja imponująca kolekcja (oczywiście według mnie) to przeważnie ubrania za duże, za małe, w złym kolorze czy fasonie. Tak zapełniłam kolejny wieszak do sprzedania.


Następnym problemem jaki mnie czekał, były braki w szafie. Doszło do mnie, że nie mam ani jednej pary krótkich spodenek, zwykłej białej bluzki i ubrań wystarczająco wygodnych by chodzić w nich na co dzień. Dlatego przyszedł czas na mądrze zaplanowane zakupy. Przez ponad dwie godziny chodziłam po sklepach szukając spodenek odpowiednich dla mojej sylwetki i nowych zasad. Nie udało mi się, pisząc ten post nadal nie mam uzupełnionych braków w swojej garderobie. Czemu? Ponieważ sieciówki są zdominowane przez ubrania z Chin itp, niskiej jakości i o fasonach nie pasujących do żadnej z nas. 
Jestem na początku tej drogi, szukam sklepów i projektantów szyjących w Polsce, ubrań, które nie zniszczą się po dwóch praniach i biżuterii ręcznie robionej. Mam nadzieje, że ten post chociaż w małym stopniu skłoni Was do namysłu, kto zrobił Wasze ubrania.  

You Might Also Like

0 komentarze